Take Five

 

Take Five znają wszyscy, którzy choć troszku słuchają jazzu. A ci, co nie słuchają, może słyszeli przypadkiem, bo jest to cholernie znana melodia. Znana i wpadająca w ucho.

Piosnkę tę skomponował w 1959 roku Paul Desmond, saksofonista z kwartetu Dave’a Brubecka. A właśnie z panem Dawidem kojarzymy ten numer, bo stał się on najbardziej popularnym utworem nagranym przez jego kwartet.
Ale! Nie byłoby oczywiście Take Five bez tego charakterystycznego, nerwowego rytmu na 5/4. Wiadomo, że za rytm odpowiedzialność bierze tzw. sekcja rytmiczna. Tutaj to pan Eugene Wright na kontrabasie i znakomity bębniarz, pan Joe Morello. Jego cudowną solóweczkę możemy usłyszeć w środku utworu. Rytm podkreślany jest przez, jakby zapętloną frazę pianina Brubecka. Nad tym wszystkim pan Desmond delikatnie, bluesowo szyje melodię na swoim altowym saksie.

Take five to slangowe wyrażenie, oznaczające “zróbmy sobie pięć minut przerwy”. A legenda głosi, że utwór zawdzięcza swój tytuł właśnie charakterystycznemu metrum na 5/4. Metrum natomiast zostało zainspirowane orientalną muzyką ludową, której panowie mieli okazję posłuchać podczas podróży i koncertów kwartetu w Europie i Azji. Podróż miała miejsce w 1958 roku i objęła między innymi Turcję, Iran, Irak, Pakistan, Afganistan, Indie. Podczas europejskiej części tourne, kwartet odwiedził również Polskę i dał serię 12 koncertów. Ale to już inna część historii.

Take Five jest ponoć najlepiej sprzedającym się singlem z muzyką jazzową. Paul Desmond zapisał w swym testamencie, aby wpływy z tantiemów oddawać na amerykański Czerwony Krzyż. Podobno, co roku jest to kwota około 100 tysięcy dolarów. Miło, nie?

 

Oryginalna wersja z albumu “Time Out” – 1959 rok.

 

Wersja z koncertu w Niemczech – 1966 rok.

Utwór oczywiście doczekał się niezliczonej ilości coverów i interpretacji. Jedną z lepszych, jakie słyszałem, jest wersja  japońskiego perkusisty Takeshiego Inomaty . Również ze świetnym solem w środku. Cudo!

Takeshi Inomata & Sound LTD – Take Five (1975)

Dodaj komentarz